
Z wizytą kamery: Jarek Mergner w moim obiektywie
Sesja, która miała być programem telewizyjnym, a stała się spotkaniem człowieka z samym sobą
Czasem życie pisze scenariusze, których sam byś nie wymyślił.
Kiedy dostałam telefon z propozycją sesji zdjęciowej dla bohatera programu „Chłopaki do wzięcia”, przyznam – na chwilę się zatrzymałam. Nie dlatego, że się wahałam. Po prostu wiedziałam, że to będzie coś zupełnie innego niż to, co robię na co dzień.
Ekipa telewizyjna chciała pokazać, jak wygląda sesja zdjęciowa Jarka Mergnera – jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci tego programu.
Plan był prosty: kamera uchwyci przygotowania, atmosferę, kilka momentów z pracy.
Ale ja wiedziałam, że w moim studiu nie da się tylko „pokręcić ujęć”.
Bo kiedy ktoś staje przed moim obiektywem, zawsze dzieje się coś więcej.
To nie była jednorazowa wizyta.
Ekipa była u mnie dwukrotnie – wracali, bo chcieli pokazać coś autentycznego.
A ja miałam przywilej zobaczyć, jak człowiek, którego wielu zna tylko z ekranu, nagle staje się… po prostu sobą.
Pamiętam, jak Jarek wszedł do studia.
Był spokojny, trochę zdezorientowany, może lekko spięty – ale z tą otwartością, która mówi: „Zobacz mnie, jeśli potrafisz”.
Nie przyszedł z oczekiwaniami. Nie udawał nikogo.
Był obecny. I chyba właśnie ta obecność poruszyła mnie najbardziej.
Rozmawialiśmy chwilę. Nic wielkiego – o życiu, o tym, że to dla niego coś nowego.
Czułam, że chciał wypaść dobrze, ale też… że nie chce się silić na żadne „pozowanie”.
I właśnie to sprawiło, że ta sesja miała swój ciężar emocjonalny.
Nie z powodu telewizyjnej kamery.
Z powodu człowieka, który przyszedł, żeby zostać zobaczonym inaczej, niż zazwyczaj widzi go świat.
Zaczęliśmy powoli.
Światło było miękkie, jakby wiedziało, że nie wolno przestraszyć tej chwili.
Jarek patrzył prosto w obiektyw – nie z pewnością siebie, ale z czymś dużo bardziej ludzkim: z nadzieją, że zobaczę w nim coś więcej niż tylko „postać z serialu”.
I widziałam.
Nie medialny wizerunek.
Nie stereotyp, nie etykietę.
Zobaczyłam człowieka z historią, z bagażem, z ciekawością.
Kogoś, kto przez kilka minut nie był Jarkiem z telewizji, tylko Jarkiem – takim, jakiego może nie zna nawet sam do końca.
Kamery były obecne, ale jakby oddalone.
Ekipa szanowała tę intymność, ten szczególny rodzaj ciszy, który w moim studio zawsze przychodzi, gdy dzieje się coś prawdziwego.
I wtedy zrozumiałam, że ta sesja nie będzie ilustracją odcinka.
To będzie spotkanie.
Z nim.
Z moim obiektywem.
Z jego własnym obrazem.
Nie wiem, czy te zdjęcia trafiły do albumów, czy tylko do odcinka.
Ale wiem, że dla Jarka to było ważne.
I wiem, że dla mnie – jako fotografki – to było jedno z tych doświadczeń, które przypominają, dlaczego robię to, co robię.
Bo każdy człowiek zasługuje na to, by być widziany.
Bez względu na to, ile ma followersów, jak mówi, jak wygląda, jaką ma historię.
Jeśli jesteś osobą, która nigdy nie stała przed obiektywem, ale gdzieś w sercu czujesz, że chcesz zobaczyć siebie inaczej – zapraszam.
Nie musisz mieć programu w telewizji.
Nie musisz być celebrytą.
Nie musisz być nikim więcej, niż jesteś.
W moim studio jesteś po prostu sobą.
A to zawsze wystarczy.
Monika – MK Photo Studio



