
Gwiazda w moim obiektywie: Czesław Mozil
Artystyczny chaos, kontrolowane szaleństwo i totalna szczerość
Nie wiesz, czego się spodziewać.
Tak właśnie brzmi brief, który przychodzi z Czesławem Mozilem – nawet jeśli nikt go nie wypowiada głośno.
Bo ten człowiek to muzyczny kamikadze, emocjonalny performer i stand-uper z duszą filozofa.
Kiedy umówiliśmy się na sesję, miałam w głowie jedno:
„Nie planuj za dużo, Monika. On i tak wszystko zrobi po swojemu.”
I całe szczęście, że to właśnie zrobił.
🎬 Pierwsze minuty: zero przewidywalności, maksimum energii
Czesław nie wchodzi do studia. Czesław wpada z impetem, jakby ktoś właśnie otworzył drzwi sceny i powiedział mu „graj!” Ale to nie jest gra. To on.
Z plecakiem, w czapce, z milionem myśli na minutę.
Rozmawiamy i fotografuję jednocześnie, bo wiem, że zaraz może się rozproszyć, zażartować, zniknąć w muzyce albo… opowiedzieć coś tak pięknie absurdalnego, że trzeba tylko robić notatki.
I właśnie to jest w nim najlepsze.
On nie pozuje. On żyje. Całym sobą. Z uśmiechem, nerwem, ogniem.
📷 Kadry jak nuty – nie do powtórzenia
Sesja z Czesławem to nie była klasyczna sesja.
To był mały spektakl, z wieloma aktami, zmianami nastrojów i nieprzewidywalnymi pauzami.
Raz robił miny.
Potem zamilkł.
Później rozpiął marynarkę i powiedział coś zupełnie poważnego o Polsce, o emigracji, o samotności.
A chwilę później zaczął podskakiwać.
I grać na powietrznym akordeonie.
I śmiać się tak szczerze, że śmiech rozlał się po całym studio.
Każde ujęcie było inne.
Każde prawdziwe.
Nie miałam czasu na „ustawianie”.
Po prostu łapałam jego tempo i pozwalałam mu prowadzić.
To był jego świat. Ja tylko byłam świadkiem.
💡 Gdzieś między żartem a szczerością
Wśród tego całego czesławowego chaosu – był też moment zupełnie cichy.
Bez śmiechu. Bez akordeonu.
Spojrzał wtedy prosto w obiektyw, jakby na chwilę zgasły wszystkie światła sceny.
Ten moment był jak fotografowanie błysku światła przez mgłę.
Krótkie. Delikatne. Ale zostaje pod powiekami.
📣 Podsumowując? To była jazda bez trzymanki!
Z Czesławem nie robisz sesji – przeżywasz ją.
To nie są kadry, które planujesz z wyprzedzeniem.
To są zdjęcia, które po prostu musisz czuć.
Było śmiesznie.
Było poważnie.
Było cholernie prawdziwie.



