Gwiazda w moim obiektywie: Alicja Sinicka

Pisarka, która pozwoliła się zobaczyć – bez słów, bez masek

Są kobiety, które wchodzą do pomieszczenia bez hałasu, a jednak coś w nim się zmienia.
Nie potrafisz tego nazwać. Może to sposób, w jaki stąpają po podłodze. Może spojrzenie, które zatrzymuje się dłużej niż trzeba. A może cisza, która przychodzi razem z nimi – i rozlewa się jak ciepły koc, którym chcesz się otulić.

Kiedy do mojego studia weszła Alicja Sinicka, miałam wrażenie, że niosła ze sobą cały swój wewnętrzny świat. Taki, o którym się nie mówi głośno. Taki, który rozumie się tylko intuicją.

Nie miałyśmy planu. Nie potrzebowałyśmy scenariusza.
Ta sesja miała być spokojna, prawdziwa, nieudawana. Bez schematów, bez pośpiechu. Tak jak jej książki – gęste od emocji, ale napisane z wyczuciem.

Alicja nie potrzebowała rozgrzewki przed aparatem. Nie musiała nic udowadniać.
Zasiadła w świetle, tak jakby siadała w dobrze znanym miejscu. Nie w gabinecie pisarki, ale w sobie. I właśnie to było najpiękniejsze – to, że nie przyszła się pokazać. Przyszła po prostu być.

Zrobiło się cicho. Inaczej cicho.
Nie taka cisza, co krępuje. Tylko taka, która daje przestrzeń.

Obserwowałam ją przez obiektyw z mieszaniną szacunku i ciekawości.
Każdy gest był świadomy, ale nie wymuszony. Każde spojrzenie było jak zdanie wyrwane z jej powieści – niedopowiedziane, a jednak pełne treści.

Światło, które padało na jej twarz, było łagodne. Jakby wiedziało, że nie wolno niczego popsuć. Że tu nie chodzi o grę kontrastów, o dramatyzm. Tu chodzi o subtelną obecność kobiety, która umie słuchać ciszy.

W pewnym momencie, kiedy już miałyśmy kilka pięknych ujęć, Alicja powiedziała:
„Lubię, kiedy zdjęcie nie próbuje mnie opowiadać. Tylko pokazuje, że istnieję.”

Zamarłam. Bo to było dokładnie to, co ja czuję w fotografii.
Nie chodzi o pokazanie „najlepszej wersji siebie”.
Nie chodzi o pozę, światło, retusz.
Chodzi o istnienie. Prawdziwe, ciche, niepodrasowane.

Po tej sesji długo jeszcze myślałam o tym, ile siły może być w kobiecej łagodności.
Ile odwagi potrzeba, żeby po prostu być.
Bez marketingu. Bez etykiety. Bez stylizacji.

I wtedy zrozumiałam: Alicja nie przyszła na sesję po zdjęcia.
Przyszła po potwierdzenie, że to, kim jest – wystarczy.

I wiesz co? To naprawdę wystarczyło.
W zupełności.

📩 Jeśli czujesz, że jesteś gotowa na taki moment dla siebie – moment ciszy, spojrzenia, akceptacji…
przyjdź.

Nie musisz pisać książek, żeby Twoje spojrzenie opowiadało historię.
Nie musisz być znana, żeby być widoczna.

Wystarczy, że jesteś.

Monika – MK Photo Studio